Beskid Śląski - Klimczok
Hura i znów weekend. Pogoda sprzyjająca, aż chce się wyjechać w góry – zatem w Beskid Śląski na Klimczok, taka zapadła decyzja. I tak oto wesoła rodzinna ekipa wyrusza marszem do kolejki gondolowej na Szyndzielnię, by oszczędzić sobie trudu wspinaczki pod sporą górę z dwuletnim dzieckiem na plecach. Już po dwudziestu minutach zgrabnie jesteśmy kilkaset metrów wyżej. A powietrze tu inne ostrzejsze, nie miejskie i widoki urocze górskie, a w dole Bielsko – Biała. Wyruszamy. Marszem do Schroniska na Klimczoku jest godzina, lecz po drodze tyle pokus ogromna ilość słodkich jagód, które same pchają się do paszczy. Z pieśnią na ustach „Jesteśmy jagódki, czarne jagódki….” oraz fioletowymi zębami docieramy na miejsce. Nasza pociecha szaleje na placu zabaw przy schronisku, gdzie jest ścianka wspinaczkowa, huśtawki, boiska, baaa..nawet basen. Te atrakcje zadowolą najbardziej wybrednego. W bufecie pyszności dla małych i dużych, nie umykają naszej uwadze. A gdy zapada zmrok gospodarze zapraszają wszystkich gości schroniska do wspólnego śpiewania przy ognisku. Są gitary, śpiewniki, ogólna wesołość i przytupywanie nóżką. Góry, świerszcze, piękny księżyc, ach tęskni się do tej natury. Nawet dziecko jakieś spokojne i uśmiechnięte, aż miło. Bardzo gorąco polecam wędrówkę na Klimczok z noclegiem w schronisku – warunki dla rodzin z dzieciakami świetne. Mama Dori z Krakowa |














